Obóz dla
jeńców cywilnych "Albatros" w Pile (Zwilgefangenenlager
"Albatros") utworzony został przez Tajną Policję
Państwową (gestapo) w Pile z polecenia Głównego Urzędu
Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA) i był jedynym tego typu
łożem o charakterze przejściowym nadzorowanym
bezpośrednio przez gestapo na terenie rejencji pilskiej.
Lokalizacja nie była przypadkowa. Piła bowiem jako
stolica rejencji była ważnym ośrodkiem administracyjnym
i do tego miastem leżącym niedaleko granicy z Polską. Na
długo przed wybuchem wojny miejscowi funkcjonariusze
gestapo skrupulatnie zbierali informacje dotyczące
działaczy polonijnych oraz obywateli polskich z
przygranicznych powiatów Rzeczypospolitej.
W Pile wieziono obywateli polskich z przygranicznych
powiatów, najwięcej chojnickiego, sępoleńskiego,
wyrzyskiego, chodzieskiego i czarnkowskiego. Trafiali
tutaj obywatele polscy i nauczyciele szkół polskich.
Obóz był miejscem odosobnienia dla osób wyróżniających
się w okresie międzywojennym działalnością polityczną
czy też społeczną. Był wreszcie miejscem, gdzie
dokonywano wstępnej selekcji. Tutaj zapadały ostateczne
decyzje, kto spośród więzionych skierowany zostanie do
obozu koncentracyjnego.
Pierwszymi, których osadzono w obozie, byli prawdopodobnie
uwolnieni wcześniej więźniowie z Wronek, przywiezieni do
Piły około 15 września. Po kilku dniach przywieziono do
obozu 36 mieszkańców powiatu wyrzyskiego, których
przetrzymywano do tej pory w prowizorycznym areszcie w
Grabównie. W dniach od 20 do 28 września znaleźli się
tam mieszkańcy: Budzynia, Kaczor, Morzewa, Szamocina i
Ujścia. Na początku października i następnie 13
listopada przewieziono nauczycieli polskich i działaczy
polonijnych z okolic Złotowa, więzionych do tego czasu w
prowizorycznym obozie przejściowym w Lipce.
W grupie tej był ks. Maksymilian Grochowski, proboszcz z
Głubczyna, prezes V Dzielnicy Związku Polaków w
Niemczech. Do obozu trafiali także Polacy z dalszych
okolic. Leon Kowalski, były więzień, wymieniał osoby
pochodzące z Warszawy, Gdyni oraz z okolic Bydgoszczy.
Jednorazowo w obozie przebywać mogło od 350 do 500 osób.
Przypuszczać należy, biorąc pod uwagę regularne selekcje
więźniów, że przez obóz przewinąć się mogło ponad 1500
osób.
Aresztowań dokonywali funkcjonariusze pilskiej placówki
gestapo oraz działające na tyłach 4 armii gen. von Kluge
dwa oddziały IV grupy operacyjnej policji bezpieczeństwa
(Einsatzgruppe IV). Podstawą zatrzymywania były nakazy
ujęcia, wydane przez grupy operacyjne na podstawie
wcześniej sporządzonej "Księgi osób poszukiwanych".
Liczne były wypadki dokonywania aresztowań przez
miejscową ludność niemiecką, głównie członków
Selbschutzu. W ten sposób zatrzymano mieszkańców
Budzynia, Morzewa, Kaczor i powiatu wyrzyskiego.
O organizacji obozu, o panujących w nim warunkach,
dowiadujemy się z relacji osób więzionych, a także z
raportu pilskiej placówki gestapo z 17 listopada,
adresowanego do RSHA, a podpisanego przez zastępcę
kierownika placówki Weiss-Bollandta.
Obóz zorganizowano w hali nieczynnego zakładu lotniczego (Flugzeugwerke
"Albatros") nieopodal ul. Lotniczej. Halę o powierzchni
150 m2 przedzielono siatką drucianą na trzy części. W
części środkowej stał piec (żeleźniak), części boczne
stanowiły pomieszczenia sypialne dla więźniów. Na
betonie rozrzucona była słoma, która służyła za
posłanie. Teren ogrodzony był drutem kolczastym.
Posterunki wartownicze znajdowały się w części środkowej
oraz na terenie ogrodzonym przed halą. Niedaleko obozu
mieścił się budynek administracyjny, w którym urządzono
strażnicę, biuro przesłuchań oraz biuro komendy.
Komendantem obozu był radca policyjny Wilhelm Mohlenhof.
Przyjmowaniu więźniów do obozu towarzyszyło psychiczne i
fizyczne znęcanie się. W dręczeniu więźniów celował
zwłaszcza komendant, a za jego przyzwoleniem pozostali
członkowie komendy i straży obozowej. Pobyt w obozie
rozpoczynał się od przesłuchania, w czasie którego bito
i torturowano zatrzymanych. W szczególny sposób znęcano
się nad 70-Ietnim ks. Maksymilianem Grochowskim, którego
na każdym kroku poniżano i maltretowano. Na początku
listopada ciężko chorego prezesa przewieziono do Tuczna,
gdzie zmarł. Nie jest znana dokładnie liczba ofiar
śmiertelnych. Zapewne była większa niż trzy wypadki, o
których mowa jest w raporcie z 17 listopada.
Przez cały okres pobytu w obozie więźniowie pracowali -
początkowo w okolicznych majątkach ziemskich przy
zbieraniu ziemniaków, następnie w zakładach
przemysłowych Piły, głównie w krochmalni i roszarni.
Już w pierwszych dniach października zaczęto kierować
więźniów do obozów koncentracyjnych, najwięcej do
Sachsenhausen. Pierwsi zostali tam wywiezieni 4
października działacze polonijni ze Złotowa i okolic.
Sformowano cztery transporty po 35 osób, tyle bowiem
pomieścić mogły wagony więzienne. Transporty kierowano
do Berlina, do wiezienia policyjnego przy Alexanderplatz,
a stamtąd dopiero do obozu koncentracyjnego.
Obóz w Pile zlikwidowano 6 grudnia 1939 r. Datę tę podali
więźniowie Józef Budnowski i Walenty Kleszczyński,
którzy jako ostatni opuszczali to miejsce.
Następnym obozem przejściowym, jednak o zupełnie innym
charakterze, był obóz (Durchgangslager Schneidemuhl)
przeznaczony głównie dla obywateli polskich l
sowieckich. Był pewnego rodzaju "giełdą", która
oferowała sile roboczą przedsiębiorcom, właścicielom
majątków ziemskich oraz rolnikom niemieckim z terenu
rejencji pilskiej, choć nie tylko. Obóz podlegał
urzędowi pracy (Arbeitsamt) i zajmował obszar kilku
hektarów przy al. Powstańców Wielkopolskich (Krojenkestr.).
Teren podzielono na narodowe rewiry i otoczono drutem
kolczastym. Pilnowany byt przez wartowników
rozmieszczonych na wieżach. Znajdowało się tam około 100
baraków. Jednorazowo przebywać tam mogło około 10 tys.
więźniów. Obozów takich na terenie Generalnego
Gubernatorstwa i na ziemiach przyłączonych do Rzeszy
było kilkadziesiąt. Nieliczne tylko znajdowały się w
prowincjach czysto niemieckich.
Obóz utworzono w 1942 r. i funkcjonował do stycznia 1945 r.
Przebywały w nim głównie osoby kierowane do pracy
przymusowej. Jesienią 1944 r., po upadku powstania
warszawskiego, do obozu trafiła grupa wypędzonych
mieszkańców stolicy. Tutaj od 1943 r. kierowano będące w
ciąży młode kobiety, robotnice przymusowe z okolicznych
rejencji, celem odbycia porodu. Dla nich też wyznaczono
odrębny rewir wraz z porodówką. Opiekę medyczną
sprawował lekarz mający do pomocy dwie pielęgniarki
(byli oni również więźniami).
Pobyt w obozie trwał od kilku dni do kilku tygodni. Ludzie
słabsi, i starsi, na których było mniejsze
zapotrzebowanie, egzystowali w obozie miesiącami.
Warunki bytowe niewiele różniły się od warunków
panujących w obozach koncentracyjnych. Ciężka praca,
niewłaściwe odżywianie, brak elementarnych warunków
sanitarnych były powodem ciężkich zachorowań i epidemii.
Wszystkich więzionych zatrudniano w miejscowych zakładach
produkcyjnych, głównie w roszarni, krochmalni,
tartakach, przy wyładunku wagonów oraz przy oczyszczaniu
miasta. Od jesieni 1944 r. wszyscy więźniowie pracowali
na peryferiach Piły przy budowie umocnień.
Bezwzględny wyzysk, samowola służby obozowej zmuszały
więźniów do organizowania się, by przeciwstawić się
oprawcom. Wiosną 1947 r. w trakcie rozbiórki baraków F.
Mański odnalazł skrytkę, w której znajdowała się broń
krótka wraz z zapasem amunicji. Należała prawdopodobnie
do bliżej nieznanej nam organizacji.
W końcowym okresie istnienia obozu przebywali w nim robotnicy
przymusowo zatrudnieni przy pracach fortyfikacyjnych.
Pod koniec stycznia sformowano kolumny marszowe, które
pognano w kierunku Wałcza i dalej na zachód.
Innym typem miejsc odosobnienia były obozy pracy
przymusowej. Trafiali do nich obywatele polscy, a po
1940 r. również obywatele pozostałych krajów
europejskich zajętych przez wojska niemieckie. Już 26
października 1939 r. generalny gubernator Hans Frank
wprowadził obowiązek pracy dla ludności polskiej w
Generalnym Gubernatorstwie. W myśl wytycznych Naczelnego
Dowództwa Wehrmachtu z 22 maja 1940 r. przystąpiono do
masowego zwalniania jeńców wojennych, których zmuszono
do wyrzeczenia się statusu jenieckiego i przyjęcia
statusu robotników cywilnych. Do Piły najwięcej byłych
jeńców-Polaków trafiło z obozów jenieckich w Czarnem i z
kompleksu obozów Borne Sulinowo.
Pobyt robotników przymusowych na terenie Rzeszy regulowało
zarządzenie kierownictwa NSDAP z 4 maja 1940 r.,
podpisane przez Martina Bormanna. Na robotników nałożono
szereg rygorów, do których musieli się ściśle stosować.
Niestosowanie się do zarządzeń pociągało za sobą
wysłanie do obozu karnego lub bezpośrednio do
koncentracyjnego, o czym decydowała miejscowa placówka
gestapo. Robotników przymusowych z terenu Piły wysyłano
do obozu karnego w Policach. Tam właśnie trafił S.
Andrzejewski za samowolne opuszczenie obozu i przebywał
od lutego do lipca 1942 r. Zdarzały się wypadki
"specjalnego potraktowania", co oznaczało wyrok śmierci
na podstawie decyzji gestapo. Egzekucji dokonywano na
peryferiach Piły, przy drodze na Kotuń. Na miejsce
egzekucji prowadzono również przedstawicieli
poszczególnych obozów pracy.
Robotnicy przymusowi w zdecydowanej większości zakwaterowani
byli w obozach, których na terenie Piły było kilka.
Ogrodzone były drutem kolczastym lub siatką. Wewnątrz
ogrodzenia znajdowały się baraki drewniane: mieszkalne
dla robotników, gospodarcze (kuchnia, pralnia, magazyn)
oraz obsługi obozu. Na czele obozu stał kierownik obozu
(Lagerfuhrer), który praktycznie decydował o losach
wiezionych osób. Jednym z pierwszych obozów na terenie
Piły był założony 28 września 1939 r. obóz pracy (Fea-Werke)
przy ul. Kossaka. Tutaj właśnie trafił Jan Wesołowski z
Bydgoszczy wraz z dziesięcioma kolegami. Wszyscy oni
byli stolarzami i zostali zatrudnieni w zakładach
drzewnych. Oni to wybudowali w ciągu kilku dni barak, w
którym zamieszkali. Wkrótce potem wybudowali jeszcze
kilka baraków mieszkalnych oraz pomieszczenia
gospodarcze. Przeciętnie w jednym baraku mieszkało 72
robotników. Obóz zlokalizowany był za bocznicą kolejową,
za istniejącymi wówczas składami zbożowymi.
Robotników zatrudniano w pobliskich zakładach po drugiej
stronie ulicy, gdzie produkowano baraki i elementy
stolarki budowlanej. Zimą 1945 r. z mysią o ewakuacji
wytwarzano masowo sanki. Łącznie w obozie przebywało 250
robotników przymusowych. Najliczniejszą grupę stanowili
Polacy, były też Rosjanki, Łotyszki, Litwinki, a także
jedna Greczynka.
W związku ze zbliżającym się frontem Niemcy 25 stycznia 1945
r. zarządzili ewakuację obozu. Większość robotników
wywieziono w głąb Rzeszy, cześć w dniu ewakuacji uciekła
i zamieszkała w opuszczonych budynkach przy ulicach
Kossaka i Wybickiego. Wyłapani następnie przez oddziały
Volkssturrnu, osadzeni zostali w obozie przy al.
Powstańców Wielkopolskich, gdzie doczekali się
wyzwolenia.
Na terenie warsztatów kolejowych w latach 1940-1945
zlokalizowany był kolejowy obóz pracy (Reichsbahnlager),
w którym przebywali Polacy oraz młode Rosjanki.
Robotnicy mieszkali początkowo w hali, a następnie w
trzech barakach na terenie zakładu. W jednym z tych
baraków mieszkało małżeństwo Andrzejewskich z małoletnią
córką. Rosjanki zakwaterowane zostały w dwóch barakach
za torami. W obozie przebywało łącznie 350 robotników.
Polacy pracowali w warsztatach, parowozowni, a także
przy układaniu torów, natomiast Rosjanki w warsztacie
przy lżejszych pracach. Pod koniec stycznia 1945 r.
Niemcy przystąpili do ewakuacji obozu. Większość
więźniów popędzono na zachód. Części udało się zbiec i
przedrzeć w kierunku na Kaczory, część doczekała się
wyzwolenia schowana w bunkrach i piwnicach.
Na terenie Piły przebywali i pracowali w różnych
gałęziach gospodarki także jeńcy wojenni, zgrupowani w
oddziałach roboczych. Władze niemieckie, wbrew przyjętym
postanowieniom konwencji haskiej i genewskiej, stosowały
wobec jeńców przymus pracy. Podobnie jak robotnicy
przymusowi, jeńcy mieszkali w obozach, nie było im
jednak wolno opuszczać miejsc zakwaterowania. Do miejsc
pracy doprowadzani byli przez pilnujących ich wachmanów.
Najwięcej jeńców przebywało w obozie (Hansa-Lager), który
znajdował się nieopodal lotniska i założony został na
początku 1941 r. Początkowo przetrzymywano w nim tylko
Polaków, następnie również Francuzów, Rosjan, a po 1943
r. także Włochów. Przeważali w obozie jeńcy, chociaż
trafiali do niego również Polacy z łapanek. Ściągano tu
bowiem specjalistów, którzy mogli podjąć pracę przy
produkcji i montowaniu samolotów. Samoloty montowano w
warsztatach nieopodal lotniska oraz przysposobionych do
tego celu halach w fabryce lnu. W obozie przebywało
stale około 4 tys. jeńców. Ogółem przez obóz przewinęło
się około 8 tys. osób. Wielu jeńców zmarło z powodu
panującej epidemii tyfusu. Pod koniec stycznia 1945 r.
przystąpiono do ewakuacji obozu - 26 stycznia o godz.
20, jak wspominał S. Łosiński, nastąpił wymarsz w
kierunku Wałcza.
Za obozem dla robotników przymusowych przy ul. Kossaka, w
pewnym oddaleniu od ulicy, znajdował się obóz ogrodzony
drutem kolczastym, w którym przebywali jeńcy francuscy i
rosyjscy. Pracowali w pobliskich zakładach "Fea-Werke".
W dniu 25 stycznia 1945 r. jeńców ewakuowano w kierunku
Wałcza.
Na peryferiach Piły, przy drodze na Kotuń nieopodal torów
kolejowych, znajdował się obóz zasiedlony jedynie przez
jeńców rosyjskich. Teren obozu otoczony był drutem
kolczastym. Znajdowały się tam budki wachmanów
pilnujących jeńców. W obozie tym panowały najcięższe
warunki, dlatego też śmiertelność wśród jeńców była
największa. Jan Oblaciński widział jeńców radzieckich
bytujących wprost pod gołym niebem. Jeńcy zatrudnieni
byli w warsztatach kolejowych, parowozowni, a także przy
układaniu torów. Do pracy dowożono ich koleją. Pod
koniec stycznia dużą cześć ewakuowano, część doczekała
się wyzwolenia w Pile.
Ciężkie warunki bytowania, praca ponad siły, a także szykany
pracodawców i wachmanów powodowały, iż tak robotnicy,
jak i jeńcy decydowali się na ucieczki. Jedynie na
przełomie 1939-1940 r. gestapo pilskie poszukiwało około
100 robotników przymusowych zbiegłych z obozów.
Schwytanych karano wysyłką do obozów karnych albo
bezpośrednio do obozów koncentracyjnych. Niektórych
zbiegów ukarano śmiercią.
Źródło:
Kronika Wielkopolski.
|