MENU
 
CZYTELNIA
PLAC GDAŃSKI

 

 
 

.

 

Widok na Regierungsgebäude (dzisiejsza Szkoła Policji) od strony "Reichsdankhaus" (PDK).

.

W MALOWANYM ZAMKU. Kiedy Justyna Steczkowska przyjechała do Piły, krzyknęła: - Jaki piękny zamek! Chwilę później, towarzyszący jej goście wybuchneli śmiechem. Mieszkańcom Piły, którym gmach przy placu Staszica 7 kojarzy się wyłącznie ze Szkołą Policji, nie przyszło nawet do głowy, że Steczkowska ma rację. Niemcy tworząc monumentalną budowlę, mieli jeden cel: wznieść kolosa na kształt zamku, który doda niemieckiego ducha polskiemu miastu...

Jeśli wyjąć cegłę wystającą z płaskorzeźby herbu Piły na Szkole Policji, runie cały gmach... Tyle legenda. A prawda? Jest bardziej banalna: 15.600 m kw. powierzchni użytkowej (przeliczając na średni lokal o powierzchni 50 m kw. daje 320 mieszkań); kubatura budynku: 80.221 m sześciennych; cztery kondygnacje, podziemia, kilometry korytarzy, kilkaset pokoi oraz tysiące okien i drzwi, których nikt nigdy nie próbował zliczyć...

Niemcy mieli tu przed wojną: trzy windy, centralne ogrzewanie i gorącą wodę oraz klimatyzowaną, wysoką na sześć metrów salę konferencyjną, ozdobioną unikatowymi freskami i witrażami. Dziś policjanci mają do dyspozycji: sklep monopolowy, aptekę, bar, biuro podróży, a nawet kantor wymiany walut. Ale ta imponująca infrastruktura, to tylko pozory. Sale z wyposażeniem apteki czy baru to atrapy pomieszczeń przygotowane do kryminalnych ćwiczeń.

 

CZERWONA CEGŁA. Po pierwszej wojnie światowej na miejscu dzisiejszego placu Staszica, a w czasach Schneidemuhl - placu Gdańskiego, znajdował się hipodrom i koński targ. Po podniesieniu Piły do rangi stolicy prowincji (1922 rok), priorytetem stało się wybudowanie dzielnicy administracyjno - kulturalnej. Pod zabudowę przeznaczono powierzchnię 100x150 m kw. Dokument pomiędzy władzami państwowymi a miastem dotyczący budowy obiektu podpisano 4 kwietnia 1925 roku. Wśród monumentalnych gmachów, które zaczęły wyrastać przy placu Gdańskim, jako pierwszy wzniesiono budynek dzisiejszej Szkoły Policji. W stanie surowym oddano go w 1928 roku, a użytkownicy wprowadzili się do niego rok później. Budowla kolosa z glazurowanej cegły, zaprojektowanego na wzór zamku w Oranienburgu (rezydencja królewska zniszczona w 1846 roku) pochłonęła 2.352.000 RM.

 

 

.

 

Szkic zagospodarowania pl. Gdańskiego, założenia szkicu niestety nie zostały zrealizowane.

.

OSIEM PIĘTER. Wizja urzędowej dzielnicy była śmiała i niezwykle kosztowna. Zakładała na przykład wzniesienie pierwszego w mieście wieżowca. Gmach, w którym dzisiaj mieści się Urząd Miejski, miał mieć osiem pięter (zachowały się szkice planu), obsługiwanych przez trzy ciągi wind... W 1925 roku rozstrzygnięto konkurs na zabudowę hipodromu. Zwycięski projekt zakładał budowę pseudogotyckiego molocha, na planie litery " C ". Na czwarte skrzydło zamykające czworobok zdecydowano się dopiero podczas budowy.

Fronton przedni Regierungsdienstgebaude wieńczyły trzy łuki oraz szeroki wiatrołap. Okazałym wejściem, które w niezmienionym stanie zachowało się do dziś, wchodziło się do hali głównej, gdzie na ścianie wisiał napis ze złotych liter: Das Deutsche Reich ist eine Republik, die Staatsgewait geiht vom Volke aus:, co znaczy: Rzesza niemiecka jest republiką, w której siła państwa pochodzi od narodu:. Z tego miejsca zaczynały się kilometry korytarzy, biegnących dookoła dwóch wewnętrznych dziedzińców (czworobok przedzielony jest łącznikiem).

 

PIENIĄDZE POD WODĄ. W 1929 roku w budynku funkcjonowały już: Rejencja Prowincji i Wydziału Kultury. W gmachu miejsce dla siebie znalazły również liczne organizacje społeczne, na przykład Czerwony Krzyż i Niemiecki Związek Ogrodów Działkowych. Skrzydło od strony późniejszej rzeźni zajęła Policja. Jej struktura w przedwojennej Rzeszy była skomplikowana. Dość powiedzieć, że w budynku mieściły się wszystkie wydziały, zaczynające od prewencji - czyli posterunkowych krążących po ulicy, przez sekcję kryminalną aż do policji tajnej i dyrektora policji kończąc. Do policyjnych pomieszczeń prowadziło osobne, boczne wejście od strony dzisiejszych parkingów i oddzielna klatka schodowa. Pod niższą częścią budynku, od strony ulicy Konopnickiej, wydzielono cele.

Czy podczas II wojny światowej w gmachu swoją siedzibę miały Wehrmacht bądź Gestapo? Wątpliwe. Nic nie potwierdza tej teorii. Nieprawdziwa wydaje się też plotka, jakoby w piwnicach tego budynku wykonywano wyroki śmierci. Jak twierdzą pracownicy szkoły, w gmachu nie ma żadnego pomieszczenia, które mogłoby przypominać salę egzekucyjną.

Źdźbło prawdy mieści się natomiast w pogłosce o zatapianym sejfie. W budynku znajdowała się kasa prowincji, w której trzymano gotówkę. Niemiecki sejf rzeczywiście miał być zalewany wodą, ale w roku 1952 urządzenie zepsuło się, bądź zostało celowo zdemontowane, a pomieszczenie wypełniono betonem. Mimo to, do 1991 roku NBP właśnie tu trzymał gotówkę. Worki z pieniędzmi wynoszono maleńkimi drzwiami, schowanymi w narożniku jednego z dwóch wewnętrznych dziedzińców...

 

BALKON HITLERA. W gmaszysko wkomponowano również pięć mieszkań dla urzędników, a w piwnicach od strony Gwdy urządzono sklepy oraz kasyno. Czworobok wykończono dwoma basztami, w których dziś znajdują się sale do ćwiczeń judo i zajęć konwersatoryjnych. Jak można się domyślać, kiedyś pokoje na najwyższej kondygnacji służyły do dyskretnych spotkań lub konferencji odbywanych w wybranym gronie. Pomieszczenia znajdowały się na uboczu, prowadziły do nich osobne schody...

Po dojściu Hitlera do władzy, teren należący do urzędu rozszerzono. Na zaanektowanym cmentarzu żydowskim - fakt ten jest rzadko upowszechniany - wzniesiono salę sportową. Hitler gościł zresztą podobno w budynku Regierungsdienstgebaude przed wojną. Plotka głosi, że przemawiał do zebranych z niewielkiego balkonu, doklejonego do fasady gmachu na lewo od frontowych drzwi, niczym jaskółcze gniazdo do czerwonego kolosa...

 

 

.

 

Widok na Regierungsgebäude od strony rzeki.

.

OD SASA DO LASA. Po wojnie w budynku dzisiejszej Szkoły Policji mieściły się: Polski Urząd Repatriacyjny, Obwodowy Urząd Likwidacyjny, Powszechna Organizacja - Służba Polsce, Ochrona Skarbowa, Ośrodek Szkolenia Pielęgniarek P. C. K. oraz Państwowy Bank Narodowy (w 1946 roku zamieniony w Narodowy Bank Polski).

W gmachu, który pięć lat po wojnie liczył 505 pokoi, znajdowały się również: Powiatowe Archiwum Państwowe, Rejonowa Komenda Uzupełnień, Inspektorat Kultury Fizycznej i Przysposobienia Obronnego oraz kilkadziesiąt innych instytucji, których nie sposób wymienić.

W kolosie z czerwonej cegły, wzniesionym przez Niemców "ku pokrzepieniu serc", swoją siedzibę znalazło np. Liceum Wychowawczyń Przedszkoli, Towarzystwo Przyjaźni Polsko - Radzieckiej, Polski Związek Wędkarski, a nawet Miejska Stacja Pogotowia Ratunkowego i Terenowa Stacja PKS.

W gmachu usytuowano również centrum propagandy. Z miejskiego radiowęzła, który był w jednym z wielu pokoi, nadawano komunikaty. W 1952 roku w Pile zainstalowanych było 4 tysiące głośników, a dwa lata później było ich aż 9 tysięcy! Do wszystkich płynął sygnał z poniemieckiego kolosa.

Jako ostatnia instytucja cywilna, po objęciu budynku przez policjantów, wyprowadziło się z gmachu archiwum. Był 1957 rok. Od trzech lat na korytarzach dominował niebieski kolor...

 

SIEDZĄC W PORTKACH. Milicjanci wprowadzili się do budynku 24 września 1954 roku. Razem z erą szkoły (wówczas Podoficerskiej Szkoły Milicji Obywatelskiej) zaczęła się przebudowa obiektu. Zamiana ciasnych, urzędowych pokoi na sale wykładowe, organizacja części mieszkalnej, adaptacja pomieszczeń na potrzeby służb kryminalnych. Dziś szkoła stanowi bazę dla 600 słuchaczy, z których jedna trzecia to kobiety.

Do 60 tys. metrów sześciennych kubatury kolosa dołożono niedawno 20 tys. metrów sześciennych przestrzeni, adoptując części strychów (rząd okien dachowych od strony fasady). Pomieszczenia biurowe zainstalowano nawet w... ogromnym kominie "portkowym".

Do niedawna szkoła ogrzewana była dzięki własnej kotłowni. Aby dostarczyć ciepła na powierzchnię 15 tys. metrów kwadratowych, trzeba było tyle węgla, że jego skład po brzegi wypełniał jeden z dziedzińców. Nie raz, nie dwa, kupa węgla myliła przyszłych ekspertów kryminalistyki. Punktem odniesienia, dla każdego kto nie opanował jeszcze sztuki poruszania się w labiryncie, są wewnętrzne podwórka - czworobok przedzielony jest pośrodku łącznikiem. Ale ktoś kto jest w szkole pierwszy raz, myśli zazwyczaj, że dziedziniec jest jeden... - Zdarzało się nieraz, że policjant, który przyjechał na szkolenie w nocy, spojrzał przez okno i zobaczył węgiel. A rano, przeszedł kilka korytarzy, wyjrzał i ujrzał piękne kasztany... - opowiada podinsp. Jan Zaborowski.

 

 

.

 

Budynek obecnej Szkoły Policji od strony ul. M. Konopnickiej.

.

OKNA NA ŚWIAT. W spadku po Niemcach, wraz z gmachem, pilanie odziedziczyli salę plenarną. Wysoka na przeszło osiem metrów i długa na blisko dwadzieścia, przyozdobiona była unikatowymi witrażami. Prace wykonał niemiecki artysta, porównywany czasem ze Stanisławem Wyspiańskim - profesor Campendonk z Düsseldorfu. Salę dekorowały też trzy kryształowe żyrandole, a na frontowej ścianie widniał fresk stanowiący alegorię "Matki Ojczyzny". Kubistyczne malowidło utrzymane było w niebieskich barwach. Za ścianą z freskiem, znajdowała się niewielka sala konferencyjna, z której prowadziły korytarze do mieszkań urzędników. Po przejęciu gmachu przez policjantów, w auli urządzono kino "Gwda", na 259 miejsc. Dziś sala plenarna, to Klub Słuchacza. Wnętrze nadal imponuje rozmiarami, dębowym parkietem i łamanym światłem, wpadającym przez witraże wykonane z wielowarstwowego szkła. Kiedy w 1994 roku grupa Niemców z zaprzyjażnionego Cuxhaven zobaczyła witraże, skłonna była dać duże pieniądze, by wywieść kolorowe szybki z Polski. Ale okna wpisane zostały do rejestru zabytków i na odzyskanie ich przez Niemców raczej nie ma szans...

Naprzeciwko Klubu Słuchacza znajduje się niewielka salka, w której we współpracy z Muzeum Okręgowym, organizowane są okolicznościowe wystawy. Przeszklone pomieszczenie ważne jest z dwóch powodów: po pierwsze - uczeń Campendonka z Piły - niejaki Lüder - zaprojektował tu witraże, które w 24 polach przedstawiają herby przyłączonych do III Rzeszy miast i po drugie - to w tym miejscu latami niewidzialna ręka przekładała pod popiersie Dzierżyńskiego tabliczkę "von Bülof"...

 

GÓRA I DÓŁ. Na ostatnim piętrze szkoły wydzielono sektor do symulacji ćwiczeń w terenie. Znajdują się tu: bar "U RYBY", mieszkanie "J. W. Kotarskich", sklep monopolowy, apteka, kantor wymiany walut, biuro podróży, a niedługo będzie kiosk. Wznosząc ciężki gotyk, Niemcy nie spodziewali się z pewnością, że kiedyś strych pełnił będzie taką funkcję. Pomieszczenia do ćwiczeń do złudzenia przypominają fragmenty rzeczywistości spoza kolosa. Z kolei w podziemiach budynku, które pełniły mniej lub bardziej tajne funkcje, znajduje się wykonana własnym sumptem, ale nowoczesna strzelnica. W pomieszczeniach NBP - bank opuścił gmach policji w 1991 roku - rozlokowała się biblioteka. Wszystkie te współczesne funkcje szkoły to już jednak całkiem inna historia, odległa od niemieckiego ducha gmaszyska, o którym dziś nikt już nie myśli "zamek".

 

 

.

 

Widok na "Budynek Dziękczynny Rzeszy" - "Reichsdankhaus".

.

DZIĘKI RZESZY. Prostopadle do budynku imitującego krzyżacki zamek, na południowej ścianie placu, wzniesiono "Budynek Dziękczynny Rzeszy". Budowa długiego na ponad 100 metrów molocha, pochłonęła 4 mln marek i zapewniła Pile, pół wieku po wojnie, miejsce na przyzwoite kasyno, policyjny hotel (wcześniej klub ''Eden''), dom kultury.

PIŁA - BASTION GRANICZY Podniesienie Piły do rangi stolicy prowincji (z 24 miast wchodzących w skład tylko Wałcz i Piła liczyły powyżej 10 tyś. mieszkańców) spowodowało rozkwit miasta. Rozwój, w tym wybudowanie dzielnicy administracyjno - kulturalnej na pl. Gdańskim (pl. Staszica), Piła zawdzięcza specjalnym funduszom utworzonym dla wzmocnienia niemszczyzny na terenach granicznych. Inwestor nie żałował pieniędzy. Akcje mające przeciwdziałać ucieczce Niemców ze wschodnich prowincji, prowadzone były nawet w latach wielkiego kryzysu ekonomicznego. Rozbudowa miasta w latach trzydziestych była zatem bardziej efektem procesów politycznych niż ekonomicznych... Chcąc poprawić komfort życia Niemców, wzniesiono Budynek Dziękczynny Rzeszy Niemieckiej - tzw. "Reichsdankhaus". Budowa gmachu, w którym dziś mieści się dom kultury i policyjna stołówka, pochłonęła astronomiczną kwotę - 4 mln marek!

 

URATOWANE PRZED POLSKĄ ZACHŁANNOŚCIĄ. "Szczęśliwe, uratowane miasta przed polską zachłannością" - to podobno miał przypominać Niemcom Dom Dziękczynny Rzeszy. Gmach miał być również wyrazem wdzięczności za niezłomność w doznanej biedzie i krzywdach, których doświadczyła niemiecka ludność przesiedlona ze Wschodu, po I wojny światowej. Budynek który powstał zaledwie w ciągu dwóch lat, oddano do użytku w 1929 roku. Projektowali go architekci ze Stuttgartu. "Gmach Dziękczynny" podzielono na dwa niemal samodzielne obiekty - układ ten zachował się do dziś. W skrzydle głównym (dom kultury) znajdowały się duże sale przeznaczone do zebrań, koncertów i wystaw. Do głównego gmachu przylegało skrzydło gospodarcze o długości 81 metrów (dziś kasyno i hotel Szkoły Policji). Budynek miał idealnie wyposażone zaplecze przewidziane na użytek życia kulturalnego. Znajdowała się w nim też gospoda, a na piętrze pomieszczenia towarzyskie. W skrzydle tym umieszczono również Muzeum Regionalne oraz dwie biblioteki i czytelnię. W magazynie biblioteki ludowej (na parterze), na początku lat 30, znaleźć można było ponad 10 tys. woluminów. Piętro budynku zajmowała biblioteka krajowa. Jej zadanie polegało głównie na rozbudowywaniu publicznego czytelnictwa Marchii Granicznej Poznań - Prusy Zachodnie...

 

 

.

 

Fotografia przedstawiająca fazę budowy "Reichsdankhaus".

.

PŁONĄCA GRANICA. Duża sala głównego gmachu pomieścić mogła 664 osoby na parterze i aż 534 widzów na emporach. Nad przedsionkami sali kasowej znajdowała się sala kameralna o wymiarach 32x7 metrów. Służyła do mniejszych przedstawień. Na dużej scenie najczęściej prezentował się miejscowy zespół. Teatr Ludowy - bo taką nazwę nosiła grupa - kierowany był przez niejakiego Alberta Heinemanna. Źródła różnie mówią na temat ludowej sceny. Jedni wspominają o wysokim poziomie artystycznym (wystawiano sztuki dramatyczne, operetkę, a nawet operę) grupy, inni z kolei podkreślają wymiar propagandowy granych tu sztuk. W żelaznym repertuarze zespołu był na przykład spektakl "Die brennende Grenze" ("Płonąca granica"), zawierający głównie rewizjonistyczne treści...

PIŁA NICZYM POZNAŃ. W międzywojniu Piłę starano się podnieść do rangi kulturalnej porównywalnej z wagą Poznania czy Bydgoszczy. Na świetnie urządzonej scenie popisywały się zespoły operowe, operetkowe i grupy teatralne z całych Niemiec. Koncertowała tu też - sic! - pilska orkiestra symfoniczna... W mieście znajdowały się dwa kina. Dobrze rozwijał się ruch muzyczny i śpiewaczy. Rok przed wojną działało tu aż 10 niemieckich amatorskich zespołów muzycznych oraz polski chór "Halka". W tym samym roku było 18 klubów i stowarzyszeń sportowych. Niemcy poświęcali dużo uwagi krzewieniu kultury fizycznej. Ich zdaniem doskonale przygotowywała ona młodzież do służby wojskowej. Dlatego nie szczędzono pieniędzy na sport. W 1938 roku było 9 hal sportowych, 3 boiska, strzelnica, korty tenisowe i stadion na 20 tys. osób! Oprócz tego korzystano z kąpieliska nad Gwdą...

KRZYŻACY. Druga wojna światowa oszczędziła budynek Reichsdankhaus. Duże szkody wyrządziło dopiero wkroczenie armii radzieckiej. Decyzja o odbudowie gmachu zapadła siedem lat po wojnie. W styczniu 1952 roku powołano społeczny komitet odbudowy teatru. Dwa lata później zaczął funkcjonować Dom Kultury, którym kierowała Mieczysława Lemańska. Remont budynku zakończył się w 1960 roku. Podczas inauguracji działalności odnowionej sceny pokazano - trudno ocenić na ile świadomie - obraz Aleksandra Forda - "Krzyżacy"...
 

 

Tekst w całości zaczerpnięty z Tygodnika Pilskiego.         

 

 

Przepisał(a): Monika Krokiewicz, Krystian Szczelczyk.

 

 

 

Wykorzystano następujące materiały:

* "Tygodnik Pilski" (1254) 27.5.2003 ; (1256) 3.6.2003 - "W malowanym zamku cz. I, II" - Gabriela Ciżmowska. Za udostępnienie materiałów i pomoc serdecznie dziękuję panu komendantowi insp. Stanisławowi Bernatowiczowi oraz panom Piotrowi J. Wysockiemu i podinsp. Janowi Zaborowskiemu.
* "Tygodnik Pilski" (1258) 10.6.2003 - "Dzięki Rzeszy" - Gabriela Ciżmowska.

 

 


STARE FOTOGRAFIE (~166 ZDJĘĆ)
 
GALERIA
 
POLECAMY
 

 

Copyright © 2005-2007 by www.dawna.pila.pl

Webmaster - pavvlo